Dokąd zmierzamy? Krótka refleksja na zakończenie 2014 roku

W zeszłym roku w ramach świątecznego podsumowania pisałem o Bożonarodzeniowych marketach w Polsce i za granicą. Tym razem chcę podzielić się z wami moimi refleksjami z 2014 roku, który minął błyskawicznie, ale przyniósł wiele istotnych przemyśleń – tych prywatnych i zawodowych.

Chciałbym tu przedstawić również moje spojrzenie na aktualną sytuację w sektorze produkcji, w relacjach z klientami i ogólnie przyjętej polityce wspierania krajowych przedsiębiorców. Liczę na to, że za parę lat będziemy mogli ocenić jak zmieniło się to, co widzę dzisiaj i w którą stronę podąży nasza gospodarka ze swoimi tendencjami rynkowymi. Zapraszam do artykułu i włączenia się do dyskusji za pomocą komentarzy!

Czy w Polsce opłaca się produkować?

Marzeniem każdego przedsiębiorcy jest gospodarcze Eldorado – gdzie jest mnóstwo klientów, duży popyt na towary i usługi, przyjazny system podatkowy i … rząd, który tworzy ustawy sprzyjające nowym i prosperującym firmom. Niestety taki stan rzeczy jest Utopią – nie tylko u nas, ale właściwie w każdym kraju. Mimo to w dalszym ciągu można starać się dążyć do osiągnięcia przynajmniej częściowego ideału. Wierzę, że ta doskonałość może być bliżej nas, ale do tego potrzebne są konkretne działania i wyważona polityka.

Wiele osób mówi, że w Polsce nie opłaca się zakładać biznesu. Cóż, trudno nie zgodzić się z tym, że prowadzenie firmy w naszym kraju nie należy do najłatwiejszych. Przyczyną jest nie tylko mało przyjazny system podatkowy, wysokie ceny i ogólny światowy kryzys. Problemem jest również ślepy zapęd, który sprawia, że producenci dają się porwać rwącemu nurtowi, by produkować więcej, szybciej i taniej. Niewiele osób wie, ale produkowanie w Polsce to naprawdę ciężka praca – wysokie koszty (często nieporównywalnie większe niż wpływy ze sprzedaży), brak realnych ścieżek rozwoju (na skutek nieprzychylnej polityki rządu) i niewiele sektorów, w których realnie da się zarobić.

Nie zrozumcie mnie źle. Tu nie chodzi o to, by zarabiać kosztem klientów i zbijać nie wiadomo jakie kokosy. Chodzi o zarobek w formie czysto podstawowej – by utrzymać firmę, inwestować w pracowników, materiały oraz by się rozwijać.

Niestety widać coraz wyraźniej, że w Polsce najbardziej warto mieć urzędową posadę. Mimo zapewnień o reformach korzystnych dla przedsiębiorców przybywa nam urzędników i kontroli, a realnych zmian i obiecanych korzyści jest jak na lekarstwo. Przez to relacje produkcyjne i biznesowe w naszym kraju muszą być nastawione na przetrwanie, błyskawiczne reagowanie na wydarzenia i maksymalne negocjowanie cen.

Europa patrzy na Polskę

Szkoda, że tak wiele czynników nam nie sprzyja, ale może sytuacja nie jest beznadziejna. Kryzys w Stanach Zjednoczonych odbił się na gospodarczej i finansowej kondycji Europy. Za Europą w kryzys weszliśmy również my. Teraz świat powoli podnosi się z gospodarczego dołka. Najpierw USA, za nimi powoli Europa i za nią znów my. Ale kryzys przyniósł nam również coś pozytywnego.

O dziwo trudna dla całej Europy sytuacja stworzyła niszę, w którą my możemy się idealnie wpasować. Wielu klientów europejskich zaczęło kierować uwagę na duże możliwości produkcyjne Polski. U nas produkuje się taniej (i w przeciwieństwie do rynków azjatyckich, także) z zachowaniem wysokiej jakości. Tak pojętą produkcję doceniają zagraniczne firmy, które szukają u nas możliwości rozwoju i nawiązania relacji biznesowych z producentami. Także Polacy mieszkający za granicą często rekomendują rodzime produkty i firmy. Dla naszej polskiej marki to duży plus i szansa wypracowania stabilnej pozycji na rynku europejskim i światowym.

Od dawna nikogo nie dziwi już, że w naszym kraju realne ożywienie gospodarcze pojawia się zrywami, wraz z docierającymi do nas dotacjami europejskimi. Pozostaje jednak pytanie na ile będziemy w stanie wykorzystać fundusze, istniejący potencjał i niszę. Na tę chwilę polityka rządowa wciąż za bardzo koncentruje się na imporcie powodującym przesyt rynku tanimi materiałami. Rodzimi producenci pozostają niedocenieni, niedofinansowani i bez realnego wsparcia dla ich produkcji. W tej materii chciałbym, by wiele się zmieniło. To nasza jedyna szansa, by zachować krajowe wyroby i pracować nad polską marką.

Sytuacja na rynku wewnętrznym

Rynek wewnętrzny jest w rzeczywistości bardzo zawężony. Produkcja nie zawsze się opłaca, a szczególnie w sytuacji, gdy przeznaczona jest na krajowy rynek zbytu. Dla mnie osobiście to bardzo smutne, że często rozwój i istnienie wielu firm zależy od dotacji – nie rządowych, lecz europejskich. Polski rząd nie ma (a może raczej nie chce mieć) pieniędzy dla rodzimych producentów. To gorzka prawda, którą wielu przedsiębiorców odczuło na własnej skórze. Ale brak funduszy to nie tylko bolączka producentów. Odczuwają to również inne firmy, np. zaopatrujące się u wytwórców.

Tu pojawia się kolejny problem. Firmy szukają oszczędności, ale jednocześnie mają coraz większe wymagania. Najlepiej, by z każdym sezonem podwyższać jakość i jednocześnie obniżać cenę. Takie oczekiwania są naprawdę mało realne. Firmy produkcyjne są w trudnej sytuacji – z jednej strony nie dostają wsparcia, czy zabezpieczenia od rządu, a z drugiej muszą walczyć z konkurencją, rosnącymi kosztami produkcji i wymaganiami klientów, by płacić jak najmniej.

Kolejnym symptomem jest praca na akord. Produkcja w tej chwili pracuje zrywami – według zamówień klienta. Zamawiający często uaktywniają się w najmniej oczekiwanym momencie. Takie masowe zamówienia spływają niekoniecznie w okresie świąt, czy ważnych wydarzeń. W tym roku np. w marcu mieliśmy ogromną liczbę zamówień, którą normalnie przerabia się w ciągu 3 miesięcy. Możliwe, że na taki stan rzeczy wpływa koniunktura, otrzymywane dotacje i wydarzenia polityczne.

Co zauważyłem w swojej firmie, a co uważam za symptomatyczne, to brak dużych zamówień. W przeciwieństwie do wcześniejszych lat, firmy wolą zamawiać mniej z obawy, że zostanie im nadwyżka materiałów. Wolą np. za pół roku domówić produkty, których im zabrakło, niż zdecydować się na większe zamówienie. W mojej firmie takie opcje są możliwe, z uwagi na to, że przechowujemy projekty każdego klienta i zawsze możemy dorobić to, czego potrzebuje. To jednak zajmuje również trochę czasu i niestety nie przynosi zbyt wielkich wpływów. Tymczasem pracownikom trzeba dawać pensję każdego miesiąca – podobnie jak opłacać składki i rachunki.

Czego nie wie klient

Miesiące, w których doświadczamy zrywu i lawinowych zamówień od klientów są ogromnie pracowite i wymagające dla całej firmy, ale przynoszą zysk. Doświadczeni producenci wiedzą jednak, że po zrywie może przyjść czas posuchy – miesiąc, a nawet dwa, czy trzy, gdy klienci nie będą zamawiać niczego. Tu przydaje się dobre planowanie, cierpliwość i skuteczny marketing.

Czasem zdarza się też, że masa zamówień nie przekłada się na duże zyski. Jak to możliwe? Otóż dopiero z końcem roku można zweryfikować ile firm, które złożyło zamówienie jest faktycznie wypłacalnych i uiści w terminie (lub w ogóle) opłatę za wykonaną usługę. Dlatego producenci nie raz muszą zaglądać do Krajowego Rejestru Długów, by sprawdzać ilu płatności mogą się nie doczekać. Nieregulowane w terminie płatności to dla producentów często zamknięcie drzwi do rozwoju – przecież za darmo nie sposób zamawiać materiały, serwisować maszyny i utrzymywać pracowników. To stresujący fakt, z którym boryka się niemal każdy producent.

O czym jeszcze nie wiedzą klienci? O tym, że koszty organizacji produkcji często przewyższają to, co się daje klientowi. Zamawiający widzą produkt końcowy i często dziwią się, że użycie jakiegoś surowca kosztuje więcej. Nie wiedzą jednak, że surowców zazwyczaj nie kupuje się na sztuki. Dlatego w niektórych sytuacjach zamówienie 2 podkładów, czy 5 organizerów z nietypowych i trudno dostępnych materiałów może być nieopłacalne. Wiele nici i tkanin kupuje się w większych partiach. Producenci mają więc wybór – zamówić kosztowny pakiet lub nie zamówić w ogóle. W sytuacji kupienia całej paczki przy niewielkim zamówieniu od klienta producent zostaje z nadwyżką surowca, która może zostać niewykorzystana. To oczywiście generuje straty. Oczywiście można by obciążyć klienta kosztami całego pakietu, ale istnieje ryzyko, że w takiej sytuacji klient poszuka innego producenta, który wykona produkt taniej, ale z gorszych materiałów.

Okres przedświąteczny i końcówka 2014 roku

Nieświadomość klientów nie jest efektem ignorancji, lecz fachowej rzeczywistości. Każda firma rządzi się swoimi prawami i ma inną sytuację. Agencja reklamowa, czy kancelaria prawna nie zrozumie więc producenta galanterii biurowej, bo po prostu nie funkcjonuje w jego rzeczywistości.

To, co wydaje się wspólne i postępujące z roku na rok to tzw. świąteczna gorączka. Wiele firm czeka z zamówieniami na sam koniec roku – bo np. łatwiej wtedy zadysponować pozostałymi środkami finansowymi. Jak wspominałem taki zryw jest bardzo wymagający dla producentów, którzy muszą w bardzo krótkim czasie wyprodukować produkty, które normalnie robią w 2 miesiące lub więcej. Najlepiej te problem widać w firmach zajmujących się produkcją kalendarzy. Ale warto pamiętać, że Święta i koniec roku to trudny czas dla każdego wytwórcy.

Zrywy spowodowane są również tym, że wielu pracowników kontaktujących się z producentami nie ma kompetencji decyzyjnych. Zbierają materiały i oferty, po czym przekazują je dalej do przełożonego. W rezultacie zdarza się, że korespondencja trwa nawet 2 miesiące i jej rozwiązanie przypada na najbardziej intensywny czas końca roku. Firmy mają czas na to, by wybierać, przebierać i kilkukrotnie zmieniać projekt. Nie zdają sobie jednak sprawy, że dla producenta to ogromne obciążenie.

Problemem są również nagłe zmiany zamówienia, wprowadzanie modyfikacji do projektów na ostatnią chwilę – gdy produkcja już została rozpoczęta. W takich sytuacjach kłopot ma producent, który musi spisać na straty część wyprodukowanych, a nie spełniających wymagań produktów. Ale stratny jest też klient, bo w takich sytuacjach producent obciąża zamawiającego kosztami przeróbek. Ja, jako producent wolałbym nie obciążać klientów dodatkowymi kosztami, ale też równocześnie nie marnować materiałów, które trzeba będzie wyrzucić, nawet jeżeli klient za nie zapłaci.

Co przyniesie przyszłość i w co chcę inwestować

W kończącym się już roku jeszcze bardziej doceniłem jak wielką siłą jest zgrany i doświadczony zespół. Bez ludzi, którzy mają fach w ręku i prawdziwą pasję do produkcji naprawdę trudno zajść daleko i utrzymać się na rynku. Chciałbym, by przybywało nam w Polsce fachowców, by mogli się oni rozwijać i wspierać naszą krajową produkcję.

Jak wspomniałem niewielkie zamówienia są niemałym obciążeniem, ale też dużym wyzwaniem, z którym ja i mój zespół chcemy się zmierzyć. W tym widzimy również duży potencjał i szansę dla naszej firmy. W przyszłości w ramach pojedynczych i niskonakładowych zamówień chcemy koncentrować się na produkcji handmade. Myślą przewodnią będzie indywidualizm – akcesoria tematyczne, z pomysłem, w krótkich seriach, pod konkretnego zamawiającego. Coraz częściej widzę, że tego szukają i potrzebują klienci. Nie możemy się doczekać tych projektów. Jestem pewny, że wyniesie to GAMĘ i nasze produkty na nowy poziom.

Świąteczności – bez pośpiechu, z refleksją i wśród najbliższych!

Zwykło się mówić, że świąteczny czas sprzyja refleksji, przyjaznej atmosferze i wypoczynkowi. Świat gna jednak do przodu coraz szybciej i w rzeczywistości coraz mniej czasu spędza się z rodziną, a święta stają się kolejnym trudnym czasem, przepełnionym gonitwą by domknąć projekty, zdążyć z zakupem prezentów i wyrobić się na święta. W takich przypadkach trudno mówić o jakimkolwiek wypoczynku. Wiem, że dla wielu z Was, nawet jeżeli wykonujecie różne zawody, sytuacja może wyglądać podobnie.

Dlatego na tegoroczne Święta Bożego Narodzenia życzę Wam przede wszystkim zwolnienia i wytchnienia, spokojnego czasu i celebrowania tego, co w życiu najbardziej się liczy – wspólnego przeżywania każdej chwili z rodziną, przyjaciółmi i innymi osobami bliskimi sercu. Mam nadzieję, że ten czas będzie również okazją do refleksji nad istotą Świąt i wiążącą się z nimi naszą polską tradycją.

Na nadchodzący Nowy Rok życzę sobie i Wam wszystkim nadziei na pozytywne rozwiązanie wszystkich spraw prywatnych i zawodowych. Niech Nowy Rok przynosi dobre nowiny, przyjemne niespodzianki i wytrwałość, by znieść nawet te bardzo trudne momenty.

Z pozdrowieniami,
Grzegorz Zegartowski