Kaletnictwo i handmade

W swojej wędrowce kaletnictwo coraz częściej spotyka się z nowoczesnym rękodziełem. Nowoczesnym, bo nieraz diametralnie różnym od tego, do którego przywykliśmy. Tradycyjne rękodzieło kojarzy się z ludowymi motywami na serwetach, paskach, czy chustach. Obecnie motywy ludowe stanowią tylko pewien wycinek. Zmienił się też nieco profil artystów, którzy nie przyuczają się w domu, czy szkole lecz nabywają umiejętności na własną rękę. Rosnąca moda na produkty handmade kieruje nowe trendy w rękodziele i przyczynia się także do transformacji kaletnictwa.

Rękodzieło nigdy nie wyszło z mody

Na drodze przemian

Należy zacząć od tego, że tak naprawdę na świecie moda na handmade nigdy nie przeminęła. Szczególnie rozwijała się i dalej ekspanduje w Stanach Zjednoczonych. Ręczne wykonywanie ozdób było popularne i w Polsce. Najpierw było koniecznością, bo łatwiej i ekonomiczniej było wyszywać serwetki na domowy użytek. Wraz z pojawieniem się tańszych materiałów, handmade pozostało kwestią prestiżu, bo panny z dobrych domów powinny mieć zdolności plastyczne lub muzyczne. Nieprzerwanie moda ta była praktykowana w sztuce ludowej, stąd tak dobrze znana jest w formie folklorystycznych ozdób.

Kaletnictwo trudniące się wyrobem ręcznym przeszło podobną drogę. Nigdy nie zaginęło i nie wyszło z mody. Produkty ze skóry zawsze były wysoko cenione. Także dzisiaj, praktycznie każdy ma coś z wyrobów kaletniczych: portfel, etui na telefon, brelok, czy pasek do spodni. Co więc się zmieniło?  Wraz z pojawieniem się tańszych zamienników skóropodobnych, kaletnictwo stanęło przed nowym wyzwaniem. Stawką była walka o przetrwanie na rynku i w mentalności ludzkiej. W porównaniu z materiałami sztucznymi, skóra była droga i nie każdego było na nią stać. Ale została i do dziś jest popularnym, luksusowym materiałem. Inaczej wygląda sytuacja z zawodem kaletnika.

skóra

Skóra pozostała, ale stopniowo zaczęto odchodzić od używania terminu „kaletnictwo”, czy „wyroby kaletnicze”. Produkty w dalszym ciągu były tworzone w większości ręcznie, ale  popularność masowo produkowanej galanterii z eko skóry powoli zacierała wizerunek prawdziwego kaletnika. Wyroby coraz rzadziej utożsamiane były z cechem rzemieślniczym, a coraz częściej z taśmą produkcyjną fabryki i tanimi importowanymi produktami. Obecnie o tym, czym zajmuje się kaletnik wiedzą starsze pokolenia, ale wiele młodych ludzi ma problemy z odpowiedzią. Idąc tym tropem, obecne pokolenie jeszcze wie kim jest szewc, ale być może następne już nie będzie wiedziało, kto wytwarza buty. Już teraz większość galanterii skórzanej, odzieży, obuwia pochodzi z importu i niestety nie grzeszy jakością. Taka wizja globalizmu w jego najgorszym wydaniu smuci i naprawdę przeraża. Na szczęście istnieje alternatywa.

Kaletnictwo a nowoczesne rękodzieło

Powrót mody na wyroby handmade dało się zauważyć ok. 15 lat temu. Zaczęło się od amatorsko robionych kolczyków, ozdób i bransoletek. W zależności od zdolności artysty, ozdoby były bardziej lub mniej skomplikowane, miały koraliki, szkiełka i piórka. Z czasem przyszła moda na filc, który jest już bardzo blisko kaletnictwa. Filcowe kolczyki, łatki i przypinki, a potem pierścionki, wisiorki i paski. Obecnie wielką popularnością cieszą się filcowe torby, pokrowce, saszetki i portmonetki, które dodatkowo świetnie wpisują się w trend eko.

filc

Niektórzy kaletnicy idą w tę właśnie stronę, pozostając w sektorze galanterii użytkowej. Ale warto tu podkreślić, że obok nich pojawiają się również osoby prywatne. To amatorzy – pasjonaci tworzenia, którzy często zaczynają od projektowania rzeczy dla siebie.

Z jednej strony to bardzo dobry objaw. Widać, że rośnie zainteresowanie produktami unikatowymi, których nie sposób dostać w sieciówkach. Cieszy też, że coraz więcej młodych ludzi, na przekór braku szkół przyuczających do zawodu kaletnika, czy szwacza, sami poszukują i próbują własnych sił w tym rzemiośle. Z drugiej strony kaletnicy, którzy pozostają w nurcie tradycyjnym muszą baczniej przyglądać się trendom, by móc realnie oceniać swoją pozycję i utrzymać się na rynku.

Silnym atutem i zarazem korzeniem kaletnictwa są używane materiały, maszyny i wyuczone techniki. Ale warto zauważyć, że same produkty, ich wygląd i przeznaczenie zmienia się, mimo zachowania pewnych tradycji. I tak np. niektórzy kaletnicy, jak ja, decydują się na projektowanie wyrobów dla firm i branży biurowo-reklamowej. Połączenie kaletnictwa i branży reklamowej mogło dziwić jeszcze 30 lat temu. Teraz jest to naturalny etap przemian. Podobnie jak inne dziedziny rzemiosła, kaletnictwo zawsze było dla ludzi. Musi więc stopniowo zmieniać się z uwagi na zmieniające się trendy. Podobne zmiany daje się zaobserwować np. w szewstwie, ceramice, hafciarstwie, czy złotnictwie.

Przed kaletnictwem otwiera się wiele dróg. Po materiały wykorzystywane w naszej branży, czyli skórę, materiały skóropodobne, czy inne płótna i tkaniny, sięgają też artyści-amatorzy. Tworzą własne projekty i jednocześnie mogą stanowić dla nas – kaletników- cenne źródło inspiracji. Myślę, że to odpowiedni moment, by wyjść z cienia nijakości pochodzącej z importu. Ta nijakość dotyka zresztą nie tylko naszych produktów, ale też języka, historii, kultury i mentalności (wystarczy spojrzeć na nowe podręczniki szkolne). Owszem, by utrzymać się na rynku trzeba być elastycznym. Ale musimy też znać granice i cenić rodzimą tradycję. W przeciwnym razie staniemy się jednym z wielu zglobalizowanych landów, bez tożsamości i twórczych aspiracji.

Scrapbooking i decoupage – inspiracje

Jedną z ewoluujących dziedzin jest decoupage i scrapbooking. Co prawda to pierwsze ma swoje tradycje bardziej w zdobnictwie i stolarstwie, ale obok wspomnianych projektantów biżuterii i dodatków, doskonale wpisuje się w modę na przedmioty wykonywane ręcznie. Decoupage korzysta z takich materiałów, jak: drewno, metal, plastik, szkło, czy tkanina. Z tych samych materiałów korzysta wielu dzisiejszych kaletników, zwłaszcza tych zajmujących się kaletnictwem dla branży reklamowej.

scrapbooking

Interesującą dziedziną jest scrapbooking, czyli sztuka tworzenia i ozdabiania notatników, albumów i pamiątek. Scrapbooking również ma swoją historię. Z racji wielkiego boomu na produkowane taśmowo albumy i notesy, przez lata był mało popularny w naszym kraju. Teraz nie tylko odradza się, ale zyskuje nowy wymiar, głównie dzięki internetowi i mediom społecznościowym, które skutecznie nagłaśniają każdą nowość. Tym sposobem, w krótkim czasie hobby jednej osoby może stać się nową modą, którą zarażą się kolejni pasjonaci. A wiadomo, że tam, gdzie jest duże zainteresowanie, rodzi się pole do biznesu. W przypadku scrapbookingu ten biznes jest naprawdę spory. Dostawcami materiałów do scrapbookingu są duże firmy i koncerny, takie jak istniejący od 1981 r. Opitec.

Scrapboookerzy korzystają  nie tylko z papieru kolorowego. W swoim zdobnictwie używają m.in.: ćwieków, ozdobnych nitów i urządzeń do ich mocowania. Te nazwy są dla każdego kaletnika jak chleb powszedni. Ale scrapbooking to również praca na szablonach, używanie dziurkaczy i podgrzewaczy do embossingu, czyli wykonywania tłoczeń. To też rzeczy dobrze znane naszej branży.

Moda na handmade to nowe źródło inspiracji dla kaletników. Nietypowe wzory i łączenia są interesującym przykładem nowoczesnych aranżacji przy użyciu tradycyjnych materiałów i narzędzi znanych kaletnikom. Oprócz tego, to szkolenia, spotkania i kursy dla pasjonatów. Coś, czego bardzo brakuje w naszej dziedzinie.

warsztaty

Podobnie jak decoupage, scrapbooking, czy biżuteria handmade, również kaletnictwo może ponownie zyskać na sile. Jest na to szansa, tym bardziej, że wywodzimy się z jednego z najstarszych cechów rzemieślniczych, mamy solidne podstawy, wiedzę i narzędzia. I w tym chyba jest klucz do zmian, by na rzeczy tak dobrze nam znane, spojrzeć świeżym okiem i mieć determinację do promowania naszej tradycji tworząc nowoczesne kaletnictwo.

Gdy dziś zerkam w przeszłość

Jak już wspominałem, zaczynałem przygodę z kaletnictwem w drugiej połowie lat 80. Nasz zawód cieszył się renomą i popularnością również w szkołach, które kształciły wielu przyszłych kaletników. Prężnie prosperowały zakłady i spółdzielnie pracy, w których młodzi adepci przyuczali się pod okiem mistrzów.

Lata 90. przyniosły wiele nowości, w których kaletnictwo gdzieś się trochę zagubiło. Lata transformacji przyniosły nam chociażby włoskie materiały skóropodobne, które w niemal 80-90% zastąpiły skóry naturalne. Był to czas handlu stadionowego, który dawał utrzymanie wielu firmom.

Firm szyjących tylko paski damskie i męskie było kilkaset. W hurtowniach z okuciami tworzyły się kolejki, a producenci i importerzy sprzedawali pełne paczki materiałów. Od tego momentu pojawił się też, rosnący z każdym rokiem, import tanich wyrobów galanteryjnych, który, nie ma co ukrywać, bardzo popsuł nasz rynek.

 img_2D_0014

Początek nowego tysiąclecia, to nowa era, przyspieszony rozwój internetu i początek większych problemów handlu detalicznego w sklepach stacjonarnych. Sprzedaż sukcesywnie przenoszono do internetu. Kto nie podążał za trendem, szybko zostawał w tyle. Wejście do Unii spowodowało emigrację fachowców do innych krajów, ale też nowe możliwości zaistnienia na rynkach zagranicznych. To niestety jest wciąż bardzo trudne w przypadku małych firm. Ostatni czas czyli lata 2007-2013 przynoszą dalsze transformacje gospodarki, związane m.in. z pozyskiwaniem dotacji które stanowią motor napędowy dla wielu firm.

Wraz z modą na humanistyczne studia wyższe, spadło zainteresowanie nauką w szkołach zawodowych, a co za tym idzie, również tych, przygotowujących do wymagającego zawodu kaletnika. Z wielu zakładów kaletniczych, ostały się tylko te, które stawiają na jakość i miały trochę szczęścia wybierając właściwy segment rynku. W Polsce znajdziemy też wielu „dryfujących kaletników”, których trafniej można nazwać projektantami na zawołanie – szyją tylko
pojedyncze sztuki/serie na zamówienie, głównie torebki i pomniejsze akcesoria galanteryjne. Nie można zapomnieć o zakładach usługowych, których jest bardzo mało. Często znajdują się w centrach handlowych i obok drobnych usług kaletniczych, oferują inne usługi, np. dorabianie kluczy i grawerstwo. Wszystko po to, by było bardziej ekonomicznie i firma mogła prosperować.

IMG_1493

 



Podstawowym problemem branży pozostaje brak uczniów. To także efekt zaniedbania rządu i jego krótkowzroczna polityka, polegająca na gloryfikowaniu wykształcenia uniwersyteckiego i zaniedbywaniu szkół przyuczających do konkretnych zawodów. W ostatnim czasie, głównie przez lawinę młodych bezrobotnych po studiach, politycy na powrót zaczynają kierować uwagę na szkoły kształcące do zawodu. Ciężko będzie odbudować tradycje rzemieślnicze choć pojawiło się wielu pasjonatów, np. z dziedziny decoupage’u. Są to ludzie o wielkim potencjale, który odpowiednio wykorzystany, może przynieść wiele dobrego.

Kaletnictwo, dzięki materiałom, zawsze miało spory potencjał. Niegdyś była to w wiekszości skóra naturalna, przez co kaletnictwo wliczało się, obok rymarstwa, szewstwa i garbarstwa, do cechów skórzanych. Obecnie, dzięki wykorzystaniu nowych materiałów, kaletnictwo bardzo zbliżyło się do introligatorstwa. Kaletnicy wykorzystują takie elementy jak, np. przeszycia przez tekturę, płótna, czy choćby laminowanie. Z kolei introligatorzy coraz częściej szyją nie tylko wkłady, ale też oprawy. To daje nowe pomysły i nowe możliwości rozwoju. Tego jestem najbardziej ciekaw.