Wpisy

Gdy dziś zerkam w przeszłość

Jak już wspominałem, zaczynałem przygodę z kaletnictwem w drugiej połowie lat 80. Nasz zawód cieszył się renomą i popularnością również w szkołach, które kształciły wielu przyszłych kaletników. Prężnie prosperowały zakłady i spółdzielnie pracy, w których młodzi adepci przyuczali się pod okiem mistrzów.

Lata 90. przyniosły wiele nowości, w których kaletnictwo gdzieś się trochę zagubiło. Lata transformacji przyniosły nam chociażby włoskie materiały skóropodobne, które w niemal 80-90% zastąpiły skóry naturalne. Był to czas handlu stadionowego, który dawał utrzymanie wielu firmom.

Firm szyjących tylko paski damskie i męskie było kilkaset. W hurtowniach z okuciami tworzyły się kolejki, a producenci i importerzy sprzedawali pełne paczki materiałów. Od tego momentu pojawił się też, rosnący z każdym rokiem, import tanich wyrobów galanteryjnych, który, nie ma co ukrywać, bardzo popsuł nasz rynek.

 img_2D_0014

Początek nowego tysiąclecia, to nowa era, przyspieszony rozwój internetu i początek większych problemów handlu detalicznego w sklepach stacjonarnych. Sprzedaż sukcesywnie przenoszono do internetu. Kto nie podążał za trendem, szybko zostawał w tyle. Wejście do Unii spowodowało emigrację fachowców do innych krajów, ale też nowe możliwości zaistnienia na rynkach zagranicznych. To niestety jest wciąż bardzo trudne w przypadku małych firm. Ostatni czas czyli lata 2007-2013 przynoszą dalsze transformacje gospodarki, związane m.in. z pozyskiwaniem dotacji które stanowią motor napędowy dla wielu firm.

Wraz z modą na humanistyczne studia wyższe, spadło zainteresowanie nauką w szkołach zawodowych, a co za tym idzie, również tych, przygotowujących do wymagającego zawodu kaletnika. Z wielu zakładów kaletniczych, ostały się tylko te, które stawiają na jakość i miały trochę szczęścia wybierając właściwy segment rynku. W Polsce znajdziemy też wielu „dryfujących kaletników”, których trafniej można nazwać projektantami na zawołanie – szyją tylko
pojedyncze sztuki/serie na zamówienie, głównie torebki i pomniejsze akcesoria galanteryjne. Nie można zapomnieć o zakładach usługowych, których jest bardzo mało. Często znajdują się w centrach handlowych i obok drobnych usług kaletniczych, oferują inne usługi, np. dorabianie kluczy i grawerstwo. Wszystko po to, by było bardziej ekonomicznie i firma mogła prosperować.

IMG_1493

 



Podstawowym problemem branży pozostaje brak uczniów. To także efekt zaniedbania rządu i jego krótkowzroczna polityka, polegająca na gloryfikowaniu wykształcenia uniwersyteckiego i zaniedbywaniu szkół przyuczających do konkretnych zawodów. W ostatnim czasie, głównie przez lawinę młodych bezrobotnych po studiach, politycy na powrót zaczynają kierować uwagę na szkoły kształcące do zawodu. Ciężko będzie odbudować tradycje rzemieślnicze choć pojawiło się wielu pasjonatów, np. z dziedziny decoupage’u. Są to ludzie o wielkim potencjale, który odpowiednio wykorzystany, może przynieść wiele dobrego.

Kaletnictwo, dzięki materiałom, zawsze miało spory potencjał. Niegdyś była to w wiekszości skóra naturalna, przez co kaletnictwo wliczało się, obok rymarstwa, szewstwa i garbarstwa, do cechów skórzanych. Obecnie, dzięki wykorzystaniu nowych materiałów, kaletnictwo bardzo zbliżyło się do introligatorstwa. Kaletnicy wykorzystują takie elementy jak, np. przeszycia przez tekturę, płótna, czy choćby laminowanie. Z kolei introligatorzy coraz częściej szyją nie tylko wkłady, ale też oprawy. To daje nowe pomysły i nowe możliwości rozwoju. Tego jestem najbardziej ciekaw.